ENH 2009: Zaczynamy od Panoramy

25 lipca 2009 | Paweł Guszkowski

9. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu
9. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Era Nowe Horyzonty rozpocząłem od dwóch seansów z sekcji Panorama. Inaczej niż to miało miejsce w poprzednich latach, tym razem cykl ten (stanowiący swoiste wytchnienie do zwykle zaskakującego i wyczerpującego konkursu głównego) nie został podzielony na działy Mistrzowie i Odkrycia, co spowodowało u mnie pewnego rodzaju dezorientację. Co gorsza, wbrew planom nie udało mi się dostać na uroczyste otwarcie, więc zamiast „Białej wstążki” Michaela Hanekego obejrzałem „Nimfę”.

W relacjach May i Nopa nie dzieje się zbyt dobrze. Po kilku latach małżeństwa wyraźnie się sobą znudzili. Nop zajmuje się fotografią, jest wolnym duchem. May, niezależna businesswomen, osiągnęła sukces w karierze zawodowej i choć wydaje się, że ma w życiu wszystko – pieniądze, dobrą pracę i kochającego męża – to jednak czegoś jej brakuje. Rozpoczyna romans z żonatym mężczyzną.

Nimfa

Nimfa

Pewnego dnia Nop postanawia pojechać do tropikalnego lasu, by odkryć i sfotografować jego tajemnice. May wyrusza wraz z nim. W dżungli mężczyzna znika, a przerażona kobieta rozpoczyna poszukiwania. Gdy jest już przekonana, że na zawsze utraciła męża, Nop wraca. Jednak – tak jak inni, którzy zagubili się w dżungli – nie jest już tym samym człowiekiem.

Horror Pen-Eka Ratanaruanga, reżysera uznawanego za jednego z twórców-odrodzicieli kina tajskiego, zgodnie z opisem w katalogu (co się rzadko zdarza!) toczy się w iście „spacerowym tempie”. I jest to raczej spacer pary staruszków co chwila przysiadających na ławce, by podziwiać parkowe drzewa. „Nimfa” rozpoczyna się od sceny, w której Ratanaruang kontempluje wszechogarniającą przyrodę tajskiej dżungli: kamera porusza się powoli, a rozgrywające się gdzieś w tle, dramatyczne wydarzenia wydają się jedynie dodatkiem.

Po obejrzeniu „Nimfy” odniosłem wrażenie, że dla reżysera o wiele ważniejsza od napiętej relacji pomiędzy May i Nopem była przyroda, a przede wszystkim – ukazanie jej poprzez wysmakowane zdjęcia (co szybko staje się dla widza zdecydowanie nużące). A szkoda, bo chociaż Ratanaruang całkiem sugestywnie zbudował mroczną, gęstniejącą atmosferę, wykorzystując naturalną grozę i tajemniczość dżungli, zniweczył swoje dokonania fabularną powolnością. W ten sposób szansa na przyjrzenie się w bardzo ciekawy sposób zagubieniu, samotności i melancholii panującym w związku głównych bohaterów niestety umknęła.

Ricky

Ricky
Zupełnie odmienne wrażenia towarzyszyły seansowi innej propozycji z sekcji Panorama – „Ricky’emu” Françoisa Ozona. Francuski reżyser udowodnił już poprzednimi dziełami (m.in. „8 kobiet”, „Basen”), że potrafi z powodzeniem odnaleźć się w różnych konwencjach filmowych. W swojej najnowszej produkcji przedstawia znakomitą mieszankę – począwszy od dramatu rodzinnego, przez zwariowaną komedię, na filmie fantasy kończąc. Z lekkością przechodzi z jednego gatunku w drugi – smucąc, śmiesząc i wzruszając zarazem, a na pewno – zaskakując widza. Ozon płynnie łączy surowy realizm z baśniową atmosferą, nie popadając przy tym w zbytni sentymentalizm, przez co udaje mu się uniknąć kiczu. Wszystkie te zabiegi sprawiają, że „Ricky’ego” ogląda się łatwo i przyjemnie.

Katie mieszka na jednym z wielu anonimowych blokowisk i pracuje w fabryce środków chemicznych. Samotnie wychowuje córkę, Lisę. Jej życie odmienia się wraz z pojawieniem się Hiszpana imieniem Paco. Katie wkrótce zachodzi w ciążę. Wydaje się, że w końcu udało się jej odnaleźć prawdziwe szczęście: ma kochającego partnera i oczekuje na przyjście drugiego dziecka. Jednak to właśnie ono, tytułowy Ricky, będzie początkiem tragicznych i niezwykłych zarazem wydarzeń.

Ozon potrafi zaskakiwać: po pierwszej połowie filmu mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z kolejnym obrazem o problemach, jakie stają przed rodziną w związku z przyjściem na świat dziecka. Nic bardziej mylnego. W drugiej części następuje zaskakujący zwrot narracyjny. Jednocześnie reżyser podrzuca nam pewne wskazówki (np. scena obiadu rodzinnego – jedzenie kurczaka), których znaczenie dla fabuły odkryjemy dopiero po pewnym czasie.

Ricky

Ricky

„Ricky” nie byłby produkcją tak udaną, gdyby nie doskonale dobrana obsada aktorska. Na uznanie zasługują szczególnie role odtwóczyń dwóch głównych ról – Alexandry Lamy (Katie) i młodziutkiej Mélusine Mayance (Lisa). Obie aktorki wnoszą do filmu dozę emocjonalnego realizmu, kontrastującego z magiczną aurą otaczającą tytułowego bohatera.

Początek festiwalu uznaję zatem za połowicznie udany, a tegoroczną sekcję Panorama – póki co – za trochę zbyt niepewną, jeśli chodzi o dobór reperturu.

Tagi: , , , , , , ,

Dodaj odpowiedź