Lato Filmów 2009: W poszukiwaniu najlepszego scenariusza…

8 lipca 2009 | Piotr Guszkowski

15. Festiwal Filmowy i Artystyczny Lato Filmów
„Konkurs na film z najlepszym scenariuszem? Brzmi ciekawie!” – pomyślałem, przeglądając program tegorocznego Lata Filmów. Konkurs główny to w końcu wizytówka festiwalu – esencja, poprzez którą organizatorzy powinni wyrazić ideę całej imprezy. Podbudowany całkiem udaną selekcją Tofifest i zainteresowany hasłem przewodnim postanowiłem także w Warszawie skupić się na tytułach konkursowych. Na początek – ogromne rozczarowanie.

Mowa o chwalonym na międzynarodowych festiwalach „Papierowym żołnierzu”. Za kamerą stanął obiecujący Aleksiej German młodszy (jego „Ostatni pociąg” oraz „Gaspartum” pokazywano swego czasu w konkursie podczas Nowych Horyzontów). W swoim najnowszym filmie rosyjski reżyser opowiada zaskakująco nużącą historię pewnego lekarza, który opiekuje się radzieckimi lotnikami przygotowywanymi do pierwszego lotu w kosmos.

Danił Pokrowski przechadza się po kazachskich stepach pogrążony w depresyjnych rozmyślaniach nad niepewnym losem swoich podopiecznych, szeregiem rozczarowań, jakie przyniosło mu życie czy wyborem pomiędzy żoną a kochanką. Rozgrywający się w niespiesznym tempie obraz przypomina chwilami dzieła Czechowa: to ponura opowieść o wypalonych ludziach, których działania wydają się z góry skazane na niepowodzenie.

Papierowy żołnierz
Marazm tej inspirowanej balladą Bułata Okudżawy produkcji, w połączeniu z absurdalnymi dialogami i chaotyczną konstrukcją fabularną, jest nie do zniesienia. Poza znakomitymi zdjęciami „Papierowy żołnierz” nie ma właściwie nic interesującego do zaoferowania. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego jury weneckiego festiwalu wyróżniło go Srebrnym Lwem.

Zdecydowanie lepiej wypadło niemieckie „Kiedyś w sierpniu” (i to nie tylko kwestia kontrastu po podirytowaniu filmem Germana). Sebastian Schipper sięgnął po „Powinowactwa z wyboru” – autobiograficzną powieść Johanna Wolfganga Goethego, by przenieść widza do labiryntu uczuć i gier w bliskich związkach.

Hanna i Thomas to szczęśliwe, nieco zwariowane małżeństwo. Bohaterowie właśnie kupili podstarzały dom na prowincji – to wręcz idealne miejsce dla ich sielankowego życia. Niespodziewanie remontową idyllę burzy pojawienie się Friedricha – brata Thomasa i chrześniaczki Hanny, Augustine. Wydarzenie niepozorne, a jednak wraz z przyjazdem gości relacja pomiędzy małżonkami stopniowo staje się coraz bardziej napięta. Do ich poukładanego związku wkrada się nieufność i frustracja.

Kiedyś w sierpniu
Thomas jest zauroczony młodziutką Augustine. Hanna odnajduje w Friedrichu cechy, których brakuje jej dziecinnemu mężowi. Melancholijna atmosfera ciepłych, sierpniowych wieczorów spędzanych z butelką wina przy dźwiękach gitary, skłania do refleksji, a alkohol dodaje bohaterom śmiałości. Czy zaryzykują utratę związku, jaki przez lata udało im się zbudować? Czy naprawdę łączy ich tak niewiele, by przelotna fascynacja mogła wszystko zniszczyć? Na te pytania nie ma prostych odpowiedzi.

Nie zawiedli również Skandynawowie. Zrealizowany w norwesko-duńskiej koprodukcji film „DeUsynlige” Erika Poppego to przejmująca historia o poczuciu winy, odkupieniu, potrzebie przebaczenia i prawdy. Jan Thomas wychodzi z więzienia. Odsiedział osiem lat za zabicie czteroletniego chłopca. Nigdy nie przyznał się do winy. Teraz młody mężczyzna otrzymuje drugą szansę. Zatrudniony jako organista w kościele nawiązuje bliską relację z piękną panią pastor i zaprzyjaźnia się z jej synkiem. Wydaje się, dzięki temu związkowi wyjdzie na prostą. Jednak przeszłość nie daje o sobie zapomnieć…

DeUsynlige
„DeUsynlige” to przekonujące studium ludzkich emocji. Poppe umiejętnie łączy dwie perspektywy – Jana Thomasa, którego wciąż prześladuje wspomnienie tragedii i matki zabitego chłopca, pogrążonej w cierpieniu po tej stracie. Chociaż ich relacje wzajemnie się uzupełniają, dopiero dramatyczny finał przyniesie odpowiedź na pytanie, co tak naprawdę wydarzyło się przed ośmiu laty.

Pytać można jednak dalej – dlaczego do tego doszło? Równie ważne wydaje się jednak to, w jaki sposób społeczeństwo reaguje na człowieka z taką przeszłością jak Jan Thomas  (warto przy tej okazji zwrócić uwagę na otwartość i liberalność kościoła protestanckiego w Norwegii). Odsiedział swoje, ale czy to wystarczająca kara. Czy kiedykolwiek zmyje z siebie piętno mordercy…?

Wszystko wskazuje więc na to, że po fatalnym początku Konkurs na film z najlepszym scenariuszem na szczęście się rozkręcił. Uff.

Tagi: , , , , , , , , ,

2 odpowiedzi do “Lato Filmów 2009: W poszukiwaniu najlepszego scenariusza…”

  1. la. pisze:

    podziwiam, że udało ci się dojść do jakichkolwiek wniosków odnośnie filmu. dla mnie, to był czysty absurd. bardzo szybko wyłączyłam się z aktywnego oglądania. wybuchy śmiechu zapewne nie były zamierzone przez twórców. jednak przyznac trzeba, że zdjęcia SUPER!

  2. la. pisze:

    mowa o „Papierowym żołnierzu” :)

Dodaj odpowiedź