Tofifest 2009: Brak weny, sekrety polologii i zniknięcie ślepej świni

2 lipca 2009 | Piotr Guszkowski

7. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Tofifest
Przygoda z Tofifest rozpoczęła się naprawdę obiecująco. Wkrótce jednak mój toruński entuzjazm przygasł. Przyczynił się do tego wtorkowy wieczór. Najpierw, w duchocie, na wciśniętej pomiędzy ceglane mury i zapełnionej po brzegi salce Naszego Kina (co przypomniało mi klimat projekcji podczas pierwszych edycji Nowych Horyzontów) obejrzałem “Pardon My French” (Un chat un chat). Pomyślana jako zbiór nieco absurdalnych scen, obyczajowa komedia Sophie Fillières o pisarce poszukującej weny i sensu życia, wydała mi się sztuczna, wyniosła, a przy tym zaskakująco nieśmieszna. Jednak gwoździem do trumny był dopiero seans z cyklu “Lokalizacje”…

Pardon My French
Pokaz rozpoczął się z pewnym opóźnieniem, co przesądni uznaliby już pewnie za jakiś znak. Niestety, wówczas tak tego nie odebrałem. “Lokalizacje” miały zaprezentować krótkometrażową twórczość miejscowych filmowców, jednak nie spodziewałem się, że obejrzę półamatorskie filmy na poziomie niszowych festiwali kina offowego sprzed kilku lat.  Na pokazie pojawili się chyba w większości twórcy prezentowanych produkcji i ich znajomi, którzy świetnie się bawili. Mi ta atmosfera się nie udzieliła. A mimo to dwa filmy zasługują na uwagę.

W swoim dokumencie  “Robin of stray dogs” (chyba najbardziej profesjonalnie zrealizowany spośród wszystkich sześciu filmów) Paweł Hejbudzki przedstawił fascynującą postać Jimmy’ego Samarasa: siedemdziesięcioośmioletni mężczyzna pomaga bezdomnym, greckim psom i ratuje je przed bestialską śmiercią. Chwała reżyserowi za podjęcie ważnego tematu i dotarcie do tak ciekawego bohatera, współczesnego Robin Hooda, ale aż prosiło o powiedzenie o nim czegoś więcej: kim właściwie jest, jak znalazł się w Salonikach itd. Jednostronna perspektywa, budowana poprzez garść powtarzających się monotonnie sentencji opisujących życiową filozofię Samarasa, wydaje się pójściem na łatwiznę.

Polologia
Na ciekawy pomysł wpadł mieszkający w Toruniu Holender Mark Hoogslag. Przedstawił Polskę w krzywym zwierciadle – okiem naukowców przybyłych do kraju nad Wisłą w celu pionierskich badań nad osobliwymi zachowaniami Polaków.  Jego “Polologię” – zrealizowany w stylu Monty’ego Pythona, niezbyt spójny cykl miniatur poświęconych poszczególnym niedorzecznościom (m.in. badanie “polskich ścieżek”, egzamin normalizacyjny i staranie się o polskie obywatelstwo) – przydałoby się rozbić na kilka oddzielnych krótkometrażówek. W ten sposób można by ciekawiej rozwinąć konkretne pomysły (jak zupełnie zmarnowana parodia Telewizji Trwam).  A tak, satyryczna formuła kolejnych skeczy oraz specyficzne poczucie humoru Hoogslaga po kilkunastu minutach zaczynają irytować. Ponadto “Polologii”, jak zresztą większości filmów zaprezentowanych podczas tej projekcji, brakowało sensownej puenty.

Środa rozpoczęła się już zdecydowanie lepiej – od szwajcarskiego filmu “Prawdziwe życie jest gdzie indziej” (La vraie vie est ailleurs). To niespieszne kino drogi o poznawaniu samego siebie w spontanicznej relacji w drugim człowiekiem.  Frédéric Choffat przedstawia historie trojga bohaterów, którzy na stacji kolejowej w Genewie wsiadają do pociągów zmierzających w różnych kierunkach. Każdy z nich podczas swojej podróży przypadkowo spotyka kogoś nieznajomego. Każde z tych trzech spotkań okaże się szansą na szczerą rozmowę, a także – mimo swej przelotności – wzbogacającym doświadczeniem. Dostarczając doznań o różnym ładunku emocjonalnym, pozwoli inaczej spojrzeć na pewne sprawy.

Prawdziwe życie jest gdzie indziej
Niemały szok przeżyłem w momencie, gdy chcąc odebrać wejściówki na “Blind pig who wants to fly”, usłyszałem od kasjerek, że… ten seans odwołano! Obejrzenie zwycięskiego filmu tegorocznego festiwalu w Rotterdamie miało być zwieńczeniem mojego wyjazdu do Torunia. A tu taka niemiła niespodzianka. Na szczęście zamiast indonezyjskiej produkcji pokazano interesującą, rosyjską “Rusałkę”, której nie udało mi się wcześniej zobaczyć. Szczęście w nieszczęściu.

I tak zakończyła się moja dziewicza wyprawa na Tofifest. Pora na podsumowania przyjdzie wraz z ogłoszeniem wyników konkursów tegorocznej edycji toruńskiej imprezy. Zatem do jutra.

Tagi: , , , , , , , , , , ,

9 odpowiedzi do “Tofifest 2009: Brak weny, sekrety polologii i zniknięcie ślepej świni”

  1. Robin mówi:

    Witam. Jestem reżyserem filmu “Robin of stray dogs” i dzięki za recenzję. Dokumentem zajmuję się od 3 lat. Robin jest moim pierwszym filmem zrobionym za granicą. Samo spotkanie z Samarasem nie było fuxem. Na początku zauważyłem masę bezdomnych psów na ulicach Salonik. Sam wybór bohatera padł jeszcze przed spotkaniem z nim. Chciałem znaleźć głos w obronie tych odtrąconych zwierząt. Samaras stał na samym środku Aristoteles Square i zbierał pieniądze na swoje psy. Zapytałem go czy chciałby wystąpić w obronie tych zwierzaków i że jestem z Polski. Samaras bardzo entuzjastycznie przywitał mój pomysł – a to, że jestem z Polski zadecydowało bardzo szybko o tym, że Jimmy zgodził się na film. Na jego stoliku ku mojemu zdziwieniu znalazłem film, który powstał o nim wcześniej i który bardzo dobrze tłumaczy historię Samarasa (w pełni), postanowiłem zatem, że mój film będzie jakby drugą częścią tego filmu. Film upubliczniam na portalu youtube w nieco rozszerzonej wersji o sceny wycięte: wystarczy wpisać: Robin of stray dogs. Celem filmu miało być zainteresowanie potencjalnych sponsorów, aby pomogli Samarasowi przy kupnie pokarmu dla jego psów. Udało się to 2 miesiące temu, kiedy to pewna kobieta wysłała Samarasowi kilkaset kg pokarmu dla psów z Californii. Ale może masz rację z tym, że powinienem dać informację skąd on pochodzi – jednak film był tak niskobudżetowym projektem (150 euro), osiągnął swój cel – i nie chce mi sie tego zmieniać. Można sobie obejrzeć o Samarasie film na youtube (The secret shame of Greece) czy też przeczytać synopsis filmu przed obejrzeniem (szkoda, że organizatorzy Toffi nie przygotowali opisu filmu – może w katalogu jakimś był – nie wiem). Ja wiem, że popełniam błędy ale konstruktywną krytykę zawsze oceniam najwyżej. Uczę się na błędach. pozdrawiam.

  2. Piotr Guszkowski mówi:

    Rzeczywiście szkoda, że “Robin of stray dogs” pojawił się na festiwalu nieco wyjęty z kontekstu (w internetowym katalogu jest, ale podpisany… tytułem “Polologia”). Oczywiście po projekcji poczytałem sobie to tu, to tam, i teraz wiem o Samarasie odrobinę więcej (zajrzałem też do wspomnianego przez Ciebie materiału na YouTube).

    Odniosłem wrażenie – jak widać słuszne – że ta postać zafascynowała Ciebie (jako twórcę, ale i jako człowieka) i tym zainteresowaniem starałeś się zarazić widza. To się udało. Co ciekawe osiągnąłeś zamierzony cel nie tylko na poziomie czysto artystycznym (płaszczyzna dzieło-widz), ale też – powiedzmy – społecznym.

    Mój zarzut (bo kwestia czysto techniczna – czyli średnia jakość obrazu może zależeć od nośnika itd. – nie wiem jak było w tym wypadku – z jakiej kopii puszczano film na Tofifest? czym był kręcony?), a raczej pewna wątpliwość, to raczej zachęta na przyszłość. Może i budżety z czasem będą wyższe. Tego życzę. No i oczywiście wrażliwości, zwanej też u dokumentalistów “dobrym okiem”. Pozdrawiam.

  3. Robin mówi:

    Jakość wyświetlenia mojego filmu na festiwalu Toffi pozostawia wiele do życzenia. Nie wiem dlaczego tak było. Czy operator projektora zaspał – bo za bardzo był podniesiony poziom sygnału co niszczyło wszystkie półtony z cieni itp. Materiał z mojej kamery prezentowała wcześniej duża ilość różnych kin i nawet kilka razy TVP i wszystko było ok. Film został wyemitowany na Toffi z kopii DVD, która również była na wysokim poziomie – myślę, że zawiniło tu pospiech lub brak przygotowania operatora – ponieważ nawet boki mojego filmu były obcięte – i nieraz nie było można przeczytać napisów z tego względu. Jestem jednak wdzięczny za pokaz mojego filmu na Toffi w takiej czy innej formie, bo wiem że jakość wyświetlenia mojego filmu nie była jakoś specjalnie wymierzona przeciwko mnie. Myślę, że opóźnienie jakie towarzyszyło pokazowi wynikało z jakiegoś problemu technicznego. Oczywiście byłem zawiedziony nieco takim wyświetleniem filmu, że w sumie na youtube lepiej to wygląda, no ale co ja mogę na to poradzić. Wypadek to drobny i dla mnie jak narazie mało ważny, bo wiem, że film może być wyświetlony o wiele lepiej następnym razem.

  4. Robin mówi:

    ale fakt faktem dziwi mnie, że mój film pojawia się w katalogu w nie swoim miejscu: http://www.tofifest.pl/index.php?akcja=filmy_szczegoly&id=117 – moim zdaniem to jakaś forma pośpiechu, pierwszy raz mi się coś takiego zdarza.

  5. Piotr Guszkowski mówi:

    Na szczęście nie wpłynęło to w jakiś szalenie istotny sposób na odbiór filmu, chociaż – skoro kopia była lepsza – z pewnością można było uniknąć tych technicznych problemów. Opóźnienie dotyczyło chyba spotkania z twórcami filmu pokazywanego w tej sali na poprzednim seansie. To się zdarza, taki urok festiwali.

  6. duduś mówi:

    “Robin of stray dogs” to film wyjątkowy; sam temat jest tak ważny, można by rzec, przytłaczający, że strona formalna schodzi na dalszy plan- nie można jej jednak niczego zarzucić, reżyser wybrał odpowiedni sposób na pokazanie swojego bohatera- środki filmowe są wystarczająco przezroczyste, by nie przyćmić treści, niemniej pojawiają się też “formalistyczne” wtręty- kamera podąża ulicami miasta i obserwuje je niejako z “psiej” perspektywy- bardzo cenny zabieg, gdyż pies (w ujęciu generycznym) jest tu, obok Samarasa, głównym bohaterem! jeśli treść i forma się zgadzają, nie można więc kręcić nosem! film niesie również z sobą ogromny ładunek emocjonalny- podczas seansu płakałem, i chciało mi się wyć i szczekać! myślę, że każdy reżyser mógłby pomarzyć o takiej reakcji potencjalnego widza! co do strony technicznej- myślę, że zawinił tu po prostu szajsowaty projektor, jest to smutne, że organizatorzy olali sobie sprawę, ale co tam, to w końcu paru toruńskich amatorów, nie opłaca się pokazywać ich w dobrym świetle, co nie? DO WAS MÓWIĘ, ORGANIZATORZY!!! mam rozumieć, że wychodzicie z założenia, że nie ma sensu przywiązywać wagi do lokalnej twórczości, puści się ich, i problem z głowy, odklepane, dobre warunki techniczne są zarezerwowane dla sław! to trochę smutne… inna sprawa, że film, w którym miałem przyjemność zagrać, czyli POLOLOGIA, nie był w ogóle umieszczony w programie, to po pierwsze! po drugie, był ów film pokazany na końcu, kiedy to część widzów wyszła, zdruzgotana żałosnymi produkcjami niejakiego Gładycha (choć podobał mi się początek tego filmu według Topora, ale reszta to żenada, FIRE WOMAN i JADĘ Z MROŻKIEM, szkoda gadać- ale żeby nie było- uwielbiam teatr Wiczy, Romka, Krystiana i Radka), po trzecie- w trakcie projekcji nagle nastąpiła przerwa, reżyser musiał interweniować, by ją wznowiono; co by nie mówić o filmie Hoogslaga, włożył on weń dużo trudu i pomysłów, należy więc go za to docenić; a ogólnie festiwal jest ok, cieszę się bardzo z retrospektywy Hanekego i, przede wszystkim- Alaina Tannera, z ręką na sercu- słyszeliście kiedyś o kimś takim jak Tanner? a to przecież MISTRZ!!!
    wracając jeszcze do Hejbudzkiego- wygląda na to, że rośnie nam tu wielki filmowy talent, i to jest dobre, serce mi roście, bo czy miasto nasze wydało kiedyś jakiegoś dobrego reżysera? jeśli się mylę, to mnie poprawcie (no był Kilaszewski, ale czy ktoś o nim słyszał…) żeby tylko ktoś na to wpadł w porę i pomógł mu w rozwoju, bo w końcu wyjedzie od nas do Łodzi czy Warszawy, gdzie będzie miał lepsze warunki…
    żeby jednak nie było tak słodko, jedyna rzecz w filmach naszego torunianina, która do końca mnie nie przekonuje, to muzyka, jest zbyt tradycyjna, taka “filmowa”, dramatyczna w sensie klasycznym, nie do końca mnie to przekonuje, choć z drugiej strony jest dobrze zgrana z obrazem… może moje niezadowolenie wynika z tego, że sam gram eksperymentalną elektronikę, i patrzę na to ze swojej perspektywy; Hejbudzki jest tej muzyki autorem (tak?), słychać, że umie grać (no chyba,że to sample:), doceniam, ale ja bym tu słyszał coś innego, choć może wtedy film straciłby na emocjonalnej komunikatywności, nie wiem… tak czy siak, jestem fanem Hejbudzkiego, i kibicuję mu gorąco w jego dalszych przedsięwzięciach! i żeby nie było- nie jestem jego znajomym, w ogóle człowieka na oczy nie widziałem, więc proszę potraktować moje słowa jako świadectwo doświadczonego widza, co z niejednego pieca jadł chleb, i którego “Robin..” mówiąc krótko- roz…ał!

  7. Robin mówi:

    Do mojego filmu muzykę robił człowiek który zna się na rzeczy bardzo dobrze. Jest nim kompozytor Marcin Przybyłowicz. Ja nie umiem grać na niczym oprócz tego, że potrafię dobrze zanucić pod nosem. Z Marcinem współpracuje się świetnie i na pewno będziemy jeszcze ze sobą pracować – to ja powiedziałem Marcinowi jak ma wyglądać muzyka – ale na brak wolności twórczej nie narzekał. Jest to muzyka z rodzaju transcendentnej – samoistnej, nieco zanieczyszczona ilustratorską – ale tylko na szczęście troszeczkę. Chciałem aby muzyka była kontrą do tematu i obrazu. Na ile się to udało to myślę, że zależy od osobistego gustu każdego widza.

  8. Cytra mówi:

    Oglądałam film Pawła Hejbudzkiego “Robin dogs” z ciekawością, widziałam jego poprzednie filmy i chciałam porównać. Sprawdził się i w tym filmie. Jest dobrym obserwatorem, świetnie wyczuwa odbiorcę. Kręci film wgłębiając się w problem, wprowadza nas jak zwykły przechodzień z kamerką ale dociska temat i pokazuje nam prawie nasze myśli. Urzekaja mnie jego małe scenki / dzieciaki wśród psów ich wygłupy, szczeniak u weterynarza czy ten pies próbujacy przejść przez ulicę / W nich można wyczuć wrażliwość P.Hejbudzkiego ,widać że lubi psy i jest ich losem przejęty. To udziela się widzowi. Potrafi zaciekawić prostymi sprawami, nie szuka tematów, tematy same go znajdują. Myślę, że rozwija się nowy filmowy talent. Brawo Paweł.

  9. Frank mówi:

    I want to thank Pawel Hejbudzki for his fantastic documentation film over Jimmy Samaras-” Robin of stray dogs” !!!

    The situation for the stray dogs and the persons who help them are catastrophal !
    The greek goverment block every move from animal welfare groups,
    its not allowed to bring foreign veterinarian doctors to greece.
    Its not allowed to rehome animals abroad so that the animals can find a safe place and a family-
    With the help of persons like Pawel i hope there can be enough pressure one day to force the greek goverment to help the stray dogs and the persons like Jimmy who care for them !!!

Dodaj odpowiedź