Do czego zdolny jest prostolinijny chłopak, gdy zakocha się w blond piękności? Chcąc zdobyć serce uwodzicielskiej Polly, nieśmiały Mels zamienia szary mundur komsomolca na kraciastą marynarkę, pstrokaty krawat i buty „na słoninie”. Wkracza w tętniący życiem świat jazzu, alkoholu i… seksu. Dołącza do bikiniarzy, zakały radzieckiego społeczeństwa. Ich lekceważące podejście do wszelkich zasad, beztroska oraz uwielbienie Zachodu są w 1955 roku nie do przyjęcia. Przed nienawistnymi spojrzeniami i nalotami komunistycznej młodzieżówki wyzwoleni Rosjanie ukrywają się na moskiewskim Broadwayu.
Walerij Todorowski porzuca pełne zadumy podejście do historii Związku Radzieckiego, udowadniając, że o ponurych czasach można opowiadać z przekorą – w sposób zaskakująco lekki, błyskotliwy oraz dowcipny. W brawurowo zrealizowanych „Bikiniarzach” poznajemy absurdalne i pogodne oblicze komunizmu. Z powodzeniem połączono tu elementy hollywoodzkiego musicalu z czymś, co zwykło się nazywać słowiańską duszą. Klasyczna historia miłosna o chłopaku i dziewczynie reprezentujących odmienne środowiska nabiera rumieńców w pomysłowo zainscenizowanych i znakomicie zmontowanych układach tanecznych oraz elektryzujących piosenkach. Dynamicznie skomponowane kadry ukazują radosne twarze młodych ludzi pochłoniętych zabawą, zapominających o codziennych problemach.
Nocne eskapady bikiniarzy przypominają znany obraz Pieta Mondriana. Tytuł kompozycji – „Boogie-woogie na Broadwayu” – w kontekście filmu Todorowskiego wydaje się szczególnie wymowny. Na burym tle pulsują kolorowe prostokąty. Są jak barwny korowód bikiniarzy, pełnych młodzieńczej witalności i swobody, z wdziękiem swingujących po parkiecie. Ekscentrycznie ubrani, stanowią żywe akcenty pośród jednorodnego krajobrazu szarych moskiewskich ulic. Zwariowane chwile wypełnia im bajeczny rytm muzyki i tańca.
Bikiniarze próbują stylem bycia naśladować Zachód. Udaje im się to na płaszczyźnie muzyczno-tanecznej. Słuchają amerykańskich mistrzów jazzu, chociaż niełatwo zdobyć zagraniczne płyty (w trudnych czasach pomysłowa młodzież radzi sobie jak może, nagrywając utwory na… zdjęcia rentgenowskie). Co więcej, sami próbują grać – stąd w filmie tak często pobrzmiewają dźwięki zakazanego saksofonu, a co wieczór buntownicy oddają się tanecznym szaleństwom.
Naśladowanie kultury amerykańskiej przybiera bardziej osobliwy wyraz w charakterystycznej fryzurze oraz sposobie ubierania się: szerokiej marynarce, wąskich spodniach, butach na grubej, gumowej podeszwie, jaskrawych skarpetkach i kolorowym krawacie. Bikiniarze myślą, że noszą się tak samo, jak ich rówieśnicy ze Stanów Zjednoczonych, chociaż tak naprawdę nie mają pojęcia o modzie panującej za oceanem. Próbują się po prostu wyróżnić z szarego tłumu, podkreślając wyglądem niezależność myślenia i bunt wobec ograniczeń komunistycznej rzeczywistości. W opozycji do powszechnej nijakości tworzą własny, oryginalny styl.
Zabawny aspekt fascynacji zachodnią kulturą stanowi zastępowanie przez bikiniarzy rosyjskich imion ich anglojęzycznymi „odpowiednikami”. Studiujący medycynę Borys, który uczy komsomolca rozluźniać się w tanecznym pląsie, jest Bobem. Przystojny syn dygnitarza, swoisty herszt grupy, przedstawia się jako Fred, a ukochana Melsa to Polly. Głównemu bohaterowi ubywa z imienia ostatnia litera. W kręgu bikiniarzy zostaje więc Melem. Na komsomolskim zebraniu zgani go za metamorfozę śliczna acz zimna koleżanka-komisarz. Imię Mels to akronim nazwisk ojców narodu (Marks, Engels, Lenin, Stalin), a pozbawienie go „s’ należałoby uznać za niewybaczalny akt reakcjonizmu. Dopiero wówczas zaskakująco naiwny do tej pory bohater zrozumie, że nie może „stać w rozkroku” pomiędzy sprzecznymi wartościami: musi wybrać środowisko bikiniarzy lub przynależność do organizacji. Decyzja okaże się prosta.
Udane występy młodych, utalentowanych aktorów oraz reżyserskie wyczucie Todorowskiego sprawiły, że beztroską atmosferą „Bikiniarze” podbili serca widzów i krytyków w Rosji. Filmowemu przesłaniu zabrakło może oryginalności, ale poprzez prostą opowiastkę o miłości, dojrzewaniu, marzeniach oraz odkrywaniu własnej tożsamości udało się przekazać kilka uniwersalnych prawd. Produkcja pokazywana na otwarcie trzeciej edycji Festiwalu Filmów Rosyjskich powinna spodobać się również publiczności w naszym kraju. Todorowski z fantazją wykorzystuje bowiem dokonania hollywoodzkiego musicalu, opowiadając jednak historię znacznie bliższą polskim realiom niż choćby perypetie bohaterów „West Side Story”.
Tagi: 3. festiwal filmów rosyjskich, bikiniarze, boogie-woogie na broadwayu, cтиляги, festiwal filmów rosyjskich, iii festiwal filmów rosyjskich, recenzja, sputnik nad polską, stilyagi, valeriy todorovskiy, walerij todorowski









