Zniewalający uśmiech. Równie niewinne, co intrygujące spojrzenie. Naturalny wdzięk i urok osobisty. Ani stylem ubierania się, ani niebanalną urodą Zooey Deschanel nie wpisuje się może w aktualne kanony piękna, jednak zdołała oczarować już Jima Carreya, Josepha Gordon-Levitta oraz niejednego widza. W tym mnie.
Aktorka, o której głośniej zrobiło się niestety dopiero po występie w komedii „Jestem na tak” w 2008 roku, zawdzięcza swoje imię J. D. Salingerowi, a właściwie bohaterowi jego książki zatytułowanej „Franny i Zooey”. Uwaga: sama wymawia je Zoh-ee, a nie Zoo-ee! Niezbyt popularne imię kojarzy się z witalnością, energią (Zoe pochodzi od greckiego słowa oznaczającego życie), oryginalnością i niezależnością, które wyraźnie udzieliły się temperamentnej, choć skromnej pannie Deschanel. Świadczy o tym nie tylko jej upodobanie do starego kina, muzyki czy mody vintage – sama mówi o sobie, że jest staromodną dziewczyną, lecz również przebieg kariery.
Zooey rzadko pojawia się w produkcjach o dużym budżecie. Wyraźnie polubiła klimat amerykańskiego kina spod znaku Sundance. Dobrze czuje się w kameralnych komediodramatach, obiecujących debiutach młodych reżyserów. Stawia na bezkompromisowość, nie boi się eksperymentować, a że nie można odmówić jej talentu, wkrótce powinna dołączyć do grona najbardziej cenionych aktorek swojego pokolenia.
Zamiłowanie do kina córka Caleba (operatora parokrotnie nominowanego do Oscara) i Mary Jo Deschanel (aktorki znanej z „Miasteczka Twin Peaks”) wyniosła z pewnością z domu. Podobnie zresztą jak jej starsza siostra Emily (m.in. serial „Kości”). Zanim jednak Zooey rozpoczęła przygodę z kinem, uczyła się w Crossroads School for Arts and Sciences, gdzie zaprzyjaźniła się z Jake’em Gyllenhaalem i Kate Hudson (niedługo później miała spotkać się z każdym z nich na planie). Po siedmiu miesiącach rzuciła studia na Northwestern University, żeby w pełni poświęcić się karierze aktorskiej. Najpierw wystąpiła gościnnie w serialu „Sekrety Weroniki”, a na dużym ekranie zadebiutowała u Lawrence’a Kasdana w komedii „Mumford”. W tym samy roku pojawiła się również w teledysku do „She’s Got Issues” grupy The Offspring, który wyreżyserowali późniejsi twórcy „Małej Miss” – Jonathan Dayton i Valerie Faris.
Kariera Zooey Deschanel rozpoczęła się na dobre po tym, jak Cameron Crowe obsadził ją w „U progu sławy”. Zagrała Anitę Miller, siostrę głównego bohatera, która ucieka z domu, zostawiając chłopakowi kolekcję płyt i przyczyniając się tym samym do rozwinięcia jego dziennikarskiej pasji. Wkrótce posypały się kolejne propozycje ról (głównie drugoplanowych), a filmografia aktorki wydłużyła się o dramat „W głąb siebie”, na planie którego spotkała po raz pierwszy Gordon-Levitta, thriller „Porzucona”, melodramat „Życiowe rozterki” czy familijną komedię „Elf” z Willem Ferrellem.
Na uwagę zasługuje szczególnie znakomita kreacja Deschanel w komediodramacie Davida Gordona Greena „Dziewczyny z krwi i kości”. Za rolę ślicznej Noel, która zdobywa serce cieszącego się sławą bezdusznego uwodziciela Paula (Paul Schneider) – najlepszego przyjaciela swojego brata – otrzymała swoje jedyne jak dotąd wyróżnienia aktorskie: nagrodę na festiwalu w Mar del Plata, nominację do Chlotrudis Award, a przede wszystkim – do Independent Spirit Award (przegrała jednak z Charlize Theron).
Od czasu swojego debiutu Deschanel wzięła udział w blisko trzydziestu produkcjach, w tym filmach telewizyjnych, krótkometrażówkach i serialach. Żeby nie wymieniać całej filmografii aktorki, warto tylko wspomnieć, że pojawiła się w przygodowej komedii science-fiction „Autostopem przez galaktykę”, westernie „Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda” czy apokaliptycznym „Zdarzeniu”. Zagrała również córkę światowej sławy pisarza, pragnącą zdobyć i sprzedać jego listy miłosne w „Oby do wiosny”, piękną Happy, która odmienia życie pewnego sprzedawcy materacy w „Gigantycznym”, oraz dziewczynę przygotowującą mowę pożegnalną na pogrzeb dziadka w „Epitafium”.
Świat Zooey Deschanel nie kończy się oczywiście na filmach. Występowała z komediową grupą Manifest Destinyfest swojego przyjaciela, Jacksona Nasha (wspólnie napisali niezrealizowany jeszcze scenariusz „Circus Girl”), a z Samanthą Shelton stworzyła jazzowy kabaret If All the Stars Were Pretty Babies. Deschanel kocha Ellę Fitzgerald. I muzykę w ogóle: pisze teksty, śpiewa, gra na pianinie i… ukulele. W 2007 roku nagrała kilka piosenek z zespołem Jasona Schwartzmana (Coconut Records). Rok później wydała swoją pierwszą płytę zatytułowaną „Volume One”, a firmowaną przez duet She & Him z M. Wardem. Deschanel wielokrotnie udowadniała swoje wokalne talenty na dużym ekranie, śpiewając „Baby, It’s Cold Outside”, „Uh-Huh” i „Sweet Ballad” czy „My Bonnie Lies over the Ocean”. Miała zagrać Janis Joplin i wykonywać jej przeboje w biografii „The Gospel According to Janis”, jednak projekt został wstrzymany. Szkoda, bo zapowiadał się naprawdę obiecująco.
Wokalu Zooey nie mogło zabraknąć również na ścieżce dźwiękowej jej ostatniego filmu – „500 dni miłości”, który zrobił furorę na Sundance Film Festival. Śpiewa zalotnie „Sugar Town” Nancy Sinatry podczas wieczornego wypadu na karaoke, całkowicie zawracając w głowie nieśmiałemu koledze z pracy, niepoprawnemu romantykowi imieniem Tom. Grana przez Deschanel bohaterka – słodko-gorzka Summer, pełna uroku i charakteru, wolny duch w stylowej sukience – jest jak promyk słońca w monotonnym życiu tego niezbyt szczęśliwego dotąd chłopaka.
W końcu celem Zooey Deschanel jest – co podkreślała już wielokrotnie – sprawiać, by ludzie czuli, że nie są sami. I akurat to aktorce jak do tej pory się udaje.
źródło: film.onet.pl
Tagi: (500) days of summer, 500 dni miłości, dziewczyny z krwi i kości, joseph gordon-levitt, kino niezależne, manic, she & him, sundance, Sylwetka, u progu sławy, w głąb siebie, zooey deschanel






