Nie rozpieszczają nas dystrybutorzy pod koniec 2009 roku, oj nie rozpieszczają. Kolejnym filmem, którego premiera została przełożona na bliżej nieokreślony termin – czyli podzieliła los najnowszych dzieł Woody’ego Allena i Sama Mendesa – jest firmowana nazwiskiem Quentina Tarantino produkcja o wymownym tytule „Hell Ride”. Już pierwszy zwiastun premiery tegorocznego Sundance Film Festival zapowiadał, że czeka nas wybuchowe połączenie dynamicznego kina akcji z krwawym thrillerem, podane w sosie spaghetti westernów w stylu Sergia Leone.
Dla reżysera reżysera i scenarzysty „Hell Ride” stanowi sentymentalny powrót do filmów o gangach motocyklowych, w których występował w młodości. Larry Bishop wciela się w postać Pistolero – herszta The Victors, poprzysięgającego zemstę na konkurencyjnych The 666ers za uśmiercenie jednego ze swoich najwierniejszych towarzyszy. Zanim będzie mógł udowodnić bezwzględnym bandziorom, że zemsta jest daniem, które najlepiej smakuje na zimno, musi stłumić bunt w swoim gangu.
Na kalifornijskich bezdrożach rozgrywa się opowieść o zemście, lojalności, braterstwie i buzującym testosteronie. Jeśli wierzyć recenzjom – straszliwie nudna. Reżyser nieudolnie próbuje odświeżyć wymarły gatunek i topornie autoparodystycznej konwencji przekroczyć jego granice. Brak mu jednak oryginalności wspomnianego już Tarantino, co zauważa chociażby Jakub Gałka ze Stopklatki.pl:
„Hell Ride” nie jest po prostu współczesnym filmem udającym exploitation movie, ale filmem udającym produkcję Quentina Tarantino udającą film exploitation.
Wtórność, kiepskie dialogi i śmiertelnie prosty scenariusz. Coś jeszcze? Wtórność, kiepskie dialogi i śmiertelnie prosty scenariusz. Coś jeszcze? Od totalnej klapy „Hell Ride” ratują podobno niezła obsada związana przed laty z kinem klasy B (m.in. Dennis Hopper, David Carradine, Michael Madsen), znakomita ścieżka dźwiękowa i malownicze plenery.
Chociaż recenzenci właściwie nie zostawiają na projekcie Bishopa suchej nitki, wciąż liczę po cichu na prawdziwie ostrą zabawę.
Quentin Tarantino przedstawia pełną spalin i kurzu opowieść o zemście. Historia o twardzielach z piekła rodem, którzy w poszukiwaniu panienek, alkoholu i zemsty nie cofną się przed niczym. – reklamuje „Hell Ride” Kinoświat. Pytanie tylko, kiedy dystrybutor zdecyduje się wprowadzić film na ekrany. O ile w ogóle nie wycofał się z tych planów…
Tagi: david carradine, dennis hopper, exploitation, hell ride, larry bishop, michael madsen, quentin tarantino, sundance film festival



