Przejrzeć Woody’ego Allena, czyli o głośnym debiucie na 6. piętrze

15 marca 2010 | Piotr Guszkowski

Zagraj to jeszcze raz, sam - Michał Żebrowski i Kuba Wojewódzki (fot. Rafał Latoszek)

Kuba Wojewódzki zadebiutuje na scenie – ta wiadomość przed kilkoma miesiącami zelektryzowała media. Showman miał zostać gwiazdą spektaklu na podstawie popularnej sztuki Woody’ego Allena „Zagraj to jeszcze raz, Sam”. I został. Jak gra? Wśród zalewu informacji o premierze akurat o tym się nie pisze. Jeśli wierzyć Anecie Kyzioł, która jest zdania, że w teatrze Michała Żebrowskiego dziennikarze zostali obsadzeni w rolach piarowców, recenzentom nie dano szansy ocenić aktorskiego talentu Wojewódzkiego. Zaproszenia dostali wyłącznie na konferencję prasową. My się nie obraziliśmy: ciekawi nowego miejsca na kulturalnej mapie stolicy (wedle zapowiedzi założycieli ma nas zabrać na wyższy poziom teatru), postanowiliśmy zainwestować w bilety. Chyba najdroższe w mieście.

Na początek jeszcze kilka słów o Teatrze 6. piętro. Michał Żebrowski i Eugeniusz Korin rzeczywiście trafili w dziesiątkę: chyba trudno było o lepszy chwyt marketingowy na inaugurację. Zainteresowanie publiczności okazało się tak ogromne, że na schodach prawie brakowało miejsca dla widzów z wejściówkami. Bilety rozeszły się jak świeże bułeczki. Ba, panowie mogliby spokojnie zwinąć interes pod koniec kwietnia (po wystawieniu około dwudziestu spektakli) i podliczyć zyski.

W medialnym szumie związanym z niewątpliwym sukcesem komercyjnym ginie jednak kwestia poziomu artystycznego, jaki prezentuje „Zagraj to jeszcze raz, Sam” w reżyserii Korina. Tej sztuki nie sposób zepsuć? Tekst autorstwa Allena to swoisty samograj – utwór z dobrze napisanymi postaciami, obfitujący w zabawne dialogi, nawiązania itd. Przewrotna opowieść o perypetiach neurotycznego krytyka Allana, którego mentorem jest amant Humprey Bogart, oferuje kilka gorzkich prawd na temat relacji damsko-męskich, fascynacji kinem czy ironiczną analizę amerykańskiego społeczeństwa, żyjącego wyidealizowanymi wskazówkami z takich dzieł jak „Casablanca”, które – choć piękne – mają się nijak do rzeczywistości.

Zagraj to jeszcze raz, sam - Daniel Olbrychski i Kuba Wojewódzki (fot. Rafał Latoszek)

Tymczasem farsowa inscenizacja Korina chwilami ociera się o konwencję slapstickową. Niestety, nie wychodzi to przedstawieniu na dobre: podejście zawodzi szczególnie na płaszczyźnie interpretacyjnej (satyryczny tekst, sprowadzony do sekwencji żartów i gagów, ulega banalizacji), wpływa również na poziom kreacji aktorskich. Być może tę krytyczną perspektywę narzuca znajomość filmu Herberta Rossa z 1972 roku (który po obejrzeniu spektaklu Teatru 6. piętro zdecydowanie zyskał w moich oczach). Jednak nic nie poradzę na to, że Anna Cieślak i Michał Żebrowski wypadają blado w porównaniu z duetem rewelacyjnej Diane Keaton i Tony’ego Robertsa. Nie wspominając o Allenie.

Już od pierwszego pojawienia się przyjaciół Allana można wyczuć nie najlepsze decyzje obsadowe. Lindzie w interpretacji Cieślak (może to wina Korina?) bliżej do słodkiej idiotki niż niespełnionej mężatki. Dopiero pod koniec postać zyskuje nieco bardziej skomplikowany rys charakterologiczny. Żebrowski jako Dick nieustannie (i na siłę) próbuje bawić publiczność, strojąc głupie miny, przerysowując gesty i modulację głosu. Z jego twarzy nie znika nienaturalny uśmiech.

Zagraj to jeszcze raz, sam - Kuba Wojewódzki, Anna Cieślak i Małgorzata Socha (fot. Rafał Latoszek)

Na tym tle najlepiej prezentuje się Małgorzata Socha (grając kilka ról udaje jej się wytrzymać szybkie tempo). Całkiem nieźle sprawuje się również naturszczyk Wojewódzki. Celebryta, który zapewnił Teatrowi 6. piętro spektakularne otwarcie, po kilku spektaklach zadomowił się już na scenie i wyraźnie oswoił z publicznością (o ile w ogóle musiał). Miewa problemy dykcyjne, bywa niechlujny, śmieje się ze swoich kwestii, ale mimo wszystko opanował długie monologi. W dodatku pasuje do roli zakompleksionego nieudacznika desperacko poszukującego dziewczyny. Co prawda nie do końca potrafi uchwycić cechy allenowskiego bohatera, wkładając w tę postać sporo z Kuby-performera, ale w gruncie rzeczy taka kreacja wpisuje się w konwencję całego przedstawienia.

Korina można pochwalić za sprawne rozwiązania realizacyjne (sceny spoza mieszkania Allana „prześwitują” poprzez ściany), a także… wyjście naprzeciw oczekiwaniom widzów. Miało być śmiesznie i niezobowiązująco. I właściwie jest (o czym świadczy reakcja publiczności), chociaż ambitniejsza refleksja nie zaszkodziłaby trochę przydługiemu spektaklowi. Może byłbym odrobinę łaskawszy wobec Wojewódzkiego i spółki, gdyby nie (moim zdaniem nieuniknione) porównania do wspomnianego filmu. Cóż, Ross wyczuł intencje Allena zdecydowanie lepiej niż Korin.

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Jedna odpowiedź do “Przejrzeć Woody’ego Allena, czyli o głośnym debiucie na 6. piętrze”

  1. maŁa pisze:

    Polecam wersję Teatru Śląskiego wystawianą na Scenie Kameralnej:D

Dodaj odpowiedź