
Przygoda z Tofifest rozpoczęła się naprawdę obiecująco. Wkrótce jednak mój toruński entuzjazm przygasł. Przyczynił się do tego wtorkowy wieczór. Najpierw, w duchocie, na wciśniętej pomiędzy ceglane mury i zapełnionej po brzegi salce Naszego Kina (co przypomniało mi klimat projekcji podczas pierwszych edycji Nowych Horyzontów) obejrzałem „Pardon My French” (Un chat un chat). Pomyślana jako zbiór nieco absurdalnych scen, obyczajowa komedia Sophie Fillières o pisarce poszukującej weny i sensu życia, wydała mi się sztuczna, wyniosła, a przy tym zaskakująco nieśmieszna. Jednak gwoździem do trumny był dopiero seans z cyklu „Lokalizacje”… (więcej…)