
Co łączy filmy Kevina Smitha? Wyrazisty styl, niepoprawny politycznie humor oraz błyskotliwe dialogi tonące w powodzi przekleństw. Wyluzowani bohaterowie: beztroscy i zwariowani prowincjusze, którzy (wbrew pozorom) chcieliby od życia więcej. Do tego garść popkulturowych odwołań (kultowe komiksy, „Gwiezdne Wojny”) czy atrybuty ukochanego sportu reżysera – hokeja. To już chyba wszystko. Zaraz, zaraz… a seks? Wydaje się wszechobecny i to nie tylko przez nadużywanie zwrotów „fuck”, „suck” itp. Najnowszy film Smitha różni się tym od większości poprzednich, że seks jest tu nie tylko tematem rozmów.