Oswajanie przeszłości




Rewelacja zeszłorocznego Cannes. Oryginalne dzieło, które wykracza poza granice dokumentu. Podczas pokazu „Walca z Baszirem”, otwierającego 24. Warszawski Festiwal Filmowy, publiczność w zupełnej ciszy i skupieniu doczekała końca napisów. Dopiero po chwili rozległy się gromkie oklaski, a burzliwe dyskusje trwały jeszcze długo po projekcji. Właśnie takie reakcje wywołuje animowany dokument Ariego Folmana. Nie sposób przejść obok niego obojętnie.
„Walc z Baszirem” to niezwykle osobista spowiedź filmowa. Odważna próba przywrócenia pamięci o wypartych ze świadomości wspomnieniach z okresu niechlubnej w historii Izraela wojny libańskiej. Folman uczestniczył w inwazji, jak zresztą wielu jego kolegów, odbywając obowiązkową służbę wojskową. W 1982 roku izraelska armia wkroczyła do Libanu. Podstawowym celem napaści było zniszczenie infrastruktury Organizacji Wyzwolenia Palestyny, posiadającej na terenie kraju swoje bazy. W historii wojny krwawymi literami zapisała się data 16 września. Libańscy falangiści, żądni odwetu za zamordowanie swojego przywódcy – Baszira Dżemajela, dokonali masakry na palestyńskich uchodźcach w obozach Sabra i Szatila. Izraelscy żołnierze biernie przypatrywali się tym wydarzeniom.
W wieku czterdziestu lat Folman zdaje sobie sprawę, że wymazał z pamięci bolesne doświadczenia. Odczuwa potrzebę wypełnienia tej pustki. Aby przywołać utracone wspomnienia, spotyka się kolejno z dawnymi kompanami. Każdy z nich na swój sposób poradził sobie z przeszłością. W pamięć zapada szereg naprawdę obrazowo przedstawionych historii, w tym wspomnienie wojny prześladujące jednego z mężczyzn pod postacią sennego koszmaru. Agresywna sfora psów biegnie przez miasto, tratując wszystko, co spotka na drodze. Zatrzymuje się dopiero pod domem bohatera i zaczyna przeraźliwie ujadać. Dzięki tym rozmowom reżyser powoli rekonstruuje własną przeszłość. Jednak mozaika różnych, pod wieloma względami sprzecznych, relacji pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi. W ten sposób Folman obnaża własną słabość. Bezradność człowieka, który wbrew woli uczestniczy w wojnie, a przed przygniatającym ciężarem poczucia winy chroni go jakże prymitywny w gruncie rzeczy i nie do końca skuteczny mechanizm wyparcia.
Nakręcenie filmu, który pomógłby okiełznać chaos pamięci, stanowi rodzaj intymnej autoterapii. Folman skutecznie przekonuje widza, ale także siebie, o uzdrawiającej mocy kina. „Walc z Baszirem” staje się werbalizacją, a właściwie poruszającą wizualizacją traumatycznych wspomnień. Zaskakująca w przypadku dokumentu animowana forma wydaje się tu uzasadniona. Utrzymane w poetyce snu wizje podkreślają znaczący wpływ podświadomości na postrzeganie minionego czasu. Za surrealistycznymi obrazami kryje się brutalna prawda o przeszłości, o piekle, jakim jest każda wojna. Z drugiej strony, animacja wraz ze świetnie dobraną ścieżką dźwiękową (piosenki funkcjonują chwilami jako przekorny i dowcipny komentarz) pozwala zachować widzom pewien dystans do tego, co dzieje się na ekranie. Sam Folman porzuca obiektywizm, dając wyobrażeniom status niemal równy rzeczywistości. Jego dzieło warto docenić właśnie za tę ujmującą szczerość narracji oraz subtelne przekazanie antywojennego przesłania, mimo sugestywności szokujących obrazów.
Znajdujący się na płycie DVD dokument „Jak powstawał Walc z Baszirem” przybliża widzowi kolejne etapy realizacji filmu. Twórcy w naprawdę ciekawy, anegdotyczny sposób opowiadają o swojej pracy. Możemy zobaczyć, jak powstawał pierwotny materiał, kręcony w dość prymitywnych warunkach w studiu, a narysowany na jego podstawie storyboard przeradzał się w dopracowaną w każdym szczególe animację. Podróż za kulisy ma jeszcze jedną zaletę: pozwala zrozumieć, że Folman opowiada w „Walcu z Baszirem” nie tylko o osobistej traumie czy przeżyciach przyjaciół. Odwołuje się do szerszej kategorii – nieświadomości całego pokolenia, a może i narodu w ogóle.




