Czar PRL-owskiego noir


Piotr Guszkowski

Twórczość Franka Capry z „Arszenikiem i starymi koronkami” na czele. Czarny humor braci Coen. Błyskotliwość Quentina Tarantino w żonglerce filmowymi cytatami i konwencjami. Styl opowiadania o kobietach bliski wrażliwości Pedra Almodóvara. Wreszcie klimat „Złego” Leopolda Tyrmanda. Trudno uwierzyć, że wszystkie te skojarzenia budzi jeden film, w dodatku polski. Mowa o znakomitym „Rewersie”, którego twórcy całkowicie zasłużenie wyjechali z Gdyni z workiem nagród. Nasz kandydat do Oscara trafia wreszcie na ekrany kin.

Wczesne lata 50. W centrum Warszawy rozpoczyna się budowa „daru narodu radzieckiego dla narodu polskiego”. Cenzura, nocne aresztowania, węszący ubecy. Wkrótce umiera Stalin. Te wydarzenia wydają się jednak nie mieć większego wpływu na los pewnej nieśmiałej trzydziestolatki. Sabina, skrywająca swą naturę romantycznej marzycielki, wiedzie zupełnie bezbarwną egzystencję. Jedynych wrażeń niepozornej pracownicy działu poezji wydawnictwa „Nowina” dostarczają mieszkające z nią matka i babka. Od dłuższego czasu próbują wydać dziewczynę za mąż. Kolejne nerwowo aranżowane swaty kończą się jednak niepowodzeniem. Gdy Sabina powoli godzi się już z myślą o staropanieństwie, w jej życiu niespodziewanie pojawia się tajemniczy Bronisław. Przystojny brunet odmieni życie trzech kobiet, chociaż… w zupełnie inny sposób, niż to sobie wyobrażały. Z pozoru błaha historia miłosna, sprawnie opowiedziana przez debiutującego za kamerą Borysa Lankosza, ma bowiem drugie dno.

Kluczem do sukcesu „Rewersu” stał się pełen niuansów scenariusz Andrzeja Barta. W misternie skonstruowanej fabule twórca „Fabryki muchołapek” błyskotliwie połączył różnorodne gatunki. Klasyczny melodramat przeplata się z przewrotnie ironiczną komedią, utrzymaną w ciepłej atmosferze kobiecej solidarności. Wraz z pojawieniem się trupa – w okolicznościach równie zaskakujących, co dramatycznych – opowieść zyskuje posmak makabreski. Wciągająca intryga momentami przyjemnie trąci stylistyką noir: konwencja niepokojącego thrillera kryminalnego posłużyła refleksji, odsłaniając mroczne oblicze człowieka. Porównania do twórczości braci Coen czy „Arszeniku i starych koronek”, na które „Rewers” z pewnością zasługuje, mogą zupełnie niezamierzenie zatrzeć wrażenie świeżości i oryginalności, jakie towarzyszy oglądaniu filmu debiutanta. To właśnie zgrabne przełożenie hollywoodzkiej narracji i klasy realizacyjnej na polski grunt zasługuje na szczególną uwagę.

Lankosz podejmuje zabawę kinem rozpoczętą przez Barta. Umiejętnie wydobywa nienachalny dowcip sytuacyjny z wizyty jednego z kandydatów na narzeczonego Sabiny, rzekomo niepijącego księgowego (rewelacyjny Adam Woronowicz, jakże inny niż w roli księdza Popiełuszki), czy urok odrobinę nieporadnych rendez vous pary zakochanych. To nie koniec gatunkowej karuzeli. Warto zwrócić uwagę na moment, gdy na ekranie pojawia się Bronisław. Postać, która zostaje wprowadzona poprzez wręcz komiksowo rozegraną scenę bójki, okazuje się urzekającym, PRL-owskim surogatem amanta kina noir. Charyzmatyczny Marcin Dorociński znakomicie czuje się w tej roli, wyglądem przypominając cynicznych samotników granych przez Humphreya Bogarta. Na pierwszy plan wychodzą jednak kobiety. W przeciwieństwie do Bronisława, który funkcjonuje raczej jako postać-symbol (nośnik charakterystycznych cech), trzy główne bohaterki to ludzie z krwi i kości: rezolutna babka-ironistka (Anna Polony), opiekuńcza matka, gotowa na poświęcenia (Krystyna Janda) oraz wstydliwa i do pewnego momentu nieco naiwna Sabina (Agata Buzek). Wszyscy aktorzy tworzą w „Rewersie” kreacje trochę na przekór swojemu dotychczasowemu wizerunkowi.

W pełną wdzięku opowieść zostaje subtelnie wpleciony portret epoki stalinizmu. Duet Lankosz-Bart ukazuje zarówno pełne absurdów, nostalgicznie zabawne oblicze tamtych czasów (np. przymusowe przebieranki na pochód pierwszomajowy, rozmowy o pozbyciu się amerykańskiej monety), jak również brutalną rzeczywistość. To właśnie historia, nieprzytłaczająca widza, pozostająca niejako w tle matrymonialnych perypetii Sabiny, staje się (na równi z barwnymi bohaterami) głównym motorem wydarzeń. Całość dopełnia znakomita realizacja. Powojenna Warszawa, wkraczająca w niezapomniane stadium socrealizmu, nabiera charakteru dzięki czarno-białym zdjęciom Marcina Koszałki. Wyśmienity operator w równym stopniu wydobywa ponurość stołecznego życia, co pozwala widzom spojrzeć na to intrygujące miasto przychylniejszym niż zwykle okiem.

W „Rewersie” nie podoba mi się właściwie tylko wątek współczesny, niczym klamra spinający opowieść o Sabinie. Sprawia wrażenie jedynego niedopracowanego elementu w tej świetnie przemyślanej produkcji. Resztę przyjmuję bez zastrzeżeń. Chociaż nie wiem, czy debiut Lankosza przypadnie do gustu członkom Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej, mam wrażenie, że powstało dzieło, którego nie tylko nie musimy się wstydzić, ale nawet możemy być z niego dumni.

2009-11-19
Rewers
tytuł orginalny: Rewers

reż. Borys Lankosz

scen. Andrzej Bart

kraj: Polska (2009)

obsada: Krystyna Janda, Marcin Dorociński, Agata Buzek, Anna Polony, Adam Woronowicz, Bronisław Wrocławski, Łukasz Konopka

data premiery:
2009-09-15 (świat)
2009-11-13 (Polska)

Strona głównaRecenzjeWywiadyBlogKonkursyRedakcja

Copyright © 2007 - 2009 by MonkeyStudio.pl