Kwiaty we włosach


Piotr Guszkowski

Amerykańska popkultura na rozmaite sposoby mitologizuje ostatnie chwile okresu dojrzewania, z seksualną inicjacją oraz bolesną weryfikacją dziecięcych marzeń na czele. Istnieje nawet odrębny gatunek filmowy poświęcony tej problematyce. Specyficzną atmosferę pochwały młodzieńczej niewinności rzadko można odnaleźć w produkcjach realizowanych poza Stanami Zjednoczonymi. A jednak Jackowi Borcuchowi udało się pokazać moment wkraczania w dorosłość w sposób zaskakująco bliski coming-of-age films, szczególnie niezależnym produkcjom z Sundance Film Festival.

Nostalgiczne „Wszystko, co kocham” ogląda się jak zakurzony album. Lekko wyblakłe zdjęcia z czasów licealnych, prześwietlone przez niedoświadczonego fotografa, przywodzą na myśl teledysk „Forever Young” Youth Group (cover utworu Alphaville) czy intymne wspomnienie ostatniego dnia szkoły, którym Richard Linklater podzielił się z widzami w „Uczniowskiej balandze”. Do standardów amerykańskiego kina nawiązuje również nieskomplikowana (a może po prostu uniwersalna) fabuła filmu, mimo że została osadzona na polskim gruncie. Osiemnastoletni Janek, pod pretekstem spotkania z kolegą z punkowego zespołu, wypatruje pod szkołą Basi. Jest w niej zakochany po uszy. Dziewczyna odwzajemnia uczucie nieśmiałego chłopaka. Wie, że po raz kolejny nie wpadli na siebie przypadkowo, lecz nie demaskuje zamiarów Janka. Pozwala, żeby ją odprowadził. Gdy wybuchnie stan wojenny, uczucie rodzące się pomiędzy dwojgiem młodych ludzi zostanie wystawione na poważną próbę. Początkowo Jankowi i Basi będzie udawało się spotykać na przekór temu, że ich rodzice stoją po przeciwnych stronach barykady. Wystarczy jednak jedno aresztowanie, a historia napisana przez Borcucha stanie się kolejną opowieścią o zakazanej miłości, inspirowaną losami „Romea i Julii”. Jaki będzie jej finał?

Ponure realia stanu wojennego obserwujemy z perspektywy młodych ludzi, śmiało smakujących zakazanych owoców dorosłości. Szczeniacka beztroska, naiwność oraz fascynacja kulturą punkową działają niczym założone na nos różowe okulary. Borcuch nie ulega narodowemu przymusowi epatowania solidarnościową martyrologią (może dlatego, że rzeczywistość PRL-u posłużyła mu niestety wyłącznie za kostium). Zamiast manifestacji tłumionych przez ZOMO, aresztowań i innych form represji we „Wszystko, co kocham” pokazano przede wszystkim pozornie nieciekawą powszedniość. W perypetiach nastolatków popalających w ukryciu papierosy, pijących piwo, szlajających się bez celu, przesiadujących na trzepaku czy wygłupiających się podczas prób kapeli każdy widz odnajdzie jakiś pierwiastek własnych wspomnień. Głośna muzyka wyraża triumf nastoletniego buntu wobec systemu, lecz również potrzebę uświadomienia sobie – u progu dorosłego życia – własnych niedoskonałości. Nonkonformizm bohaterów (równie sugestywnie co słowa piosenek) wyrażają również barwne sceny (np. członkowie zespołu przechodzący pomiędzy oddziałem maszerujących z naprzeciwka żołnierzy).

We „Wszystko, co kocham” wolność ma jednak nie tylko ostry, punkowy smak. Młodość to przede wszystkim słodycz pierwszej miłości i doświadczeń seksualnych. Daje swój nieskrępowany wyraz na nadmorskiej plaży, kontrastującej z szarością nieludzkich, betonowych osiedli. Chłopcy z kapeli oddają się tu radosnym harcom, a także – z niemałym podnieceniem – podglądają dorodną sąsiadkę (epizodyczna kreacja Katarzyny Herman, która swą grą przyćmiewa młodzież z pierwszego planu). Borcuch podziwia piękno nagich ciał w scenie intymnego zbliżenia pośród wydm. Seria wysmakowanych kadrów subtelnie ukazuje parę namiętnie kochającą się na piasku. Palce muskające gładką skórę. Ekstatyczne napięcie mięśni. Czy za chwilę czar wstydliwych uśmiechów zniknie już na zawsze?

Niech będzie jasne: moim zdaniem „Wszystko, co kocham” nie jest filmem idealnym. Wręcz przeciwnie. Borcuchowi nie udało się uniknąć uproszczeń, a tak chwalona obsada (Mateusz Kościukiewicz, Jakub Gierszał, Olga Frycz) chwilami irytuje przesadną emocjonalnością czy aktorską nonszalancją. Grzechy młodości można jednak wybaczyć. Tym bardziej że warsztatowa nieporadność ma w sobie coś zaskakująco ujmującego. Mimo kilku niedociągnięć ciepłe, szczere i świeże „Wszystko, co kocham” ogląda się z prawdziwą przyjemnością.

2010-01-10
Wszystko, co kocham
tytuł orginalny: Wszystko, co kocham

reż. Jacek Borcuch

scen. Jacek Borcuch

kraj: Polska (2009)

obsada: Andrzej Chyra , Mateusz Banasiuk, Mateusz Kościukiewicz, Olga Frycz, Jakub Gierszał, Anna Radwan, Katarzyna Herman, Zygmunt Malanowicz

data premiery:
2009-09-14 (świat)
2010-01-15 (Polska)

Strona głównaRecenzjeWywiadyBlogKonkursyRedakcja

Copyright © 2007 - 2009 by MonkeyStudio.pl