Klasyka na wspak


Marta Rachlewicz

W dobie animacji komputerowej i technologii 3D, Disney po raz kolejny stawia na klasykę. Proponuje bajkę rysowaną ręcznie na papierze, przy użyciu techniki stosowanej w wytwórni od 1937 roku, czyli daty produkcji debiutanckiej „Królewny Śnieżki”. „Księżniczka i żaba” ma więc niezmieniony, nieco naiwny wdzięk dawnych disneyowskich standardów. Została do tego obdarzona oryginalną, przewrotną fabułą.

Główna bohaterka, Tiana, to ciemnoskóra córka szwaczki, która strój księżniczki przywdziewa tylko na czas balu kostiumowego. W trakcie zabawy spotyka wygadanego księcia zaklętego w żabę, stanowczo domagającego się pocałunku. Niechętnie przystaje na jego prośbę w zamian za obietnicę wynagrodzenia. A Tiana pilnie potrzebuje pieniędzy na wykupienie siedziby dla swojej wymarzonej restauracji, bo choć pracuje na dwie zmiany jako kelnerka, to wciąż nie może uzbierać potrzebnej sumy. Jednak całus nie tylko nie zmienia ropuchy w przystojnego księcia, ale… obraca w żabę samą Tianę. Odtąd dwa zirytowane płazy będą wspólnie walczyć o przetrwanie, odzyskanie ludzkiej postaci i spełnienie marzeń. Kilkudniowa wędrówka zmieni ich życiowe priorytety.

Akcja „Księżniczki i żaby” toczy się w Nowym Orleanie lat dwudziestych. Na ulicach rozbrzmiewa jazz. W mrocznych zakamarkach miasta szarlatani praktykują voodoo. Wśród soczystej roślinności stoją okazałe domy bogatych plantatorów i skromne osiedla ciężko pracujących czarnoskórych. Na jednym z takich osiedli mieszka Tiana, od dziecka uczona przez rodziców determinacji i oswajana z trudami życia. Dziewczyna przyjaźni się z Charlottą La Buff, rozpieszczoną córką najzamożniejszego w mieście człowieka. Tę znajomość umożliwiła praca matki Tiany, która szyła Charlotcie wymyślne sukienki i przy każdej okazji zabierała ze sobą córkę do pałacu. Twórcom udało się przedstawić serdeczne oraz pełne wzajemnego szacunku relacje między biedną rodziną Tiany a żyjącymi po królewsku La Buffami. Ta idealistyczna wizja została zbudowana bardzo naturalnie i z dużym wdziękiem.

Najnowsza bajka Disneya momentami jest przezabawna. Nie znajdziemy tu niestety błyskotliwych i rozbrajających dialogów rodem ze „Shreka”, ale komizm zbudowano skutecznie w oparciu o konstrukcję kilku postaci. Mamy szczerbatego świetlika beznadziejnie zakochanego w gwieździe, tchórzliwego krokodyla grającego na trąbce, a przede wszystkim nadekspresyjną, pozbawioną zahamowań Charlottę. Ta ostatnia jest moją ulubioną postacią: ekscentryczna i rozkapryszona, ma serce równie wielkie jak różowa krynolina, którą nosi z upodobaniem.

„Księżniczka i żaba” oprócz scenografii starannie dopasowanej do epoki, w której rozgrywa się akcja, ma wiele elementów nawiązujących do wcześniejszych, klasycznych już produkcji Disneya. Oczy Tiany są ogromne i ufne jak u jelonka Bambi. Suknie balowe przypominają te z „Kopciuszka”. Czarny charakter w osobie przebiegłego doktora Faciliera niewiele różni się od czarnoksiężnika Dżafara z „Alladyna”. Takie elementy tworzą specyficzną estetykę wytwórni, która kształtowała wyobraźnię dzieci przez ostatnie półwiecze. Cieszę się, że ta tradycja pozostaje żywa.

Rozczarowała mnie jedynie oprawa muzyczna. Konwencja jazzowa dawała ogromne możliwości stworzenia oryginalnych, charakternych kompozycji, które cieszyłyby ucho zarówno młodszych, jak i starszych, bardziej wymagających widzów. Tymczasem piosenki są zaledwie poprawne. I to wszystko co można o nich powiedzieć. Mimo tej niedoskonałości warto zabrać pociechy na „Księżniczkę i żabę”. Tym bardziej, że opracowanie polskiej wersji językowej należy do atutów filmu.

2010-01-21
Księżniczka i żaba
tytuł orginalny: Princess and the Frog, The

reż. John Musker, Ron Clements

scen. John Musker, Rob Edwards (II), Ron Clements

kraj: USA (2009)

data premiery:
2009-11-25 (świat)
2010-01-15 (Polska)

Strona głównaRecenzjeWywiadyBlogKonkursyRedakcja

Copyright © 2007 - 2009 by MonkeyStudio.pl