Bollywood od podszewki


Aleksandra Janiszewska

Farah Khan już przy okazji debiutanckiego „Jestem przy Tobie” dała się poznać jako wielbicielka pastiszu, bez oporów czerpiąca z lokalnej tradycji filmowej. W swojej najnowszej produkcji ponownie sięga po sprawdzoną formułę odwołań do złotego okresu kina indyjskiego. Kolorowe kostiumy, nietwarzowe fryzury i sławy z lat siedemdziesiątych pojawiają się w tle opowieści o nieszczęśliwej miłości.

Om Prakash Makhija jest statystą – marzy o wielkiej karierze i odwzajemnieniu miłości przez gwiazdę wielkiego ekranu Shanti Priyi. Po tym, jak uratował jej życie podczas pożaru na planie filmowym może jednak liczyć jedynie na szczerą przyjaźń. Kobieta sekretnie poślubiła bowiem producenta, który za wszelką cenę chce utrzymać ten fakt w tajemnicy. Wkrótce miasteczko filmowe stanie w płomieniach, a ogień odbierze życie Shanti oraz Oma. Ale to nie koniec historii. Przypadek sprawia, że dusza mężczyzny wciela się w nowonarodzonego syna znanego aktora. Tak spełniają się marzenia Oma – dorasta we wspaniałej rezydencji i jako bożyszcze tłumów zostaje uhonorowany „indyjskim Oscarem”. Jedynym wspomnieniem poprzedniego życia jest irracjonalny lęk przed ogniem. Gdy Om nieoczekiwanie uświadamia sobie jego przyczynę, poprzysięga zemstę za śmierć ukochanej.

Jakkolwiek nieprawdopodobnie by to streszczenie scenariusza nie brzmiało, muszę przyznać, że „Om Shanti Om” nie rozczarowuje. Film, w połowie zamierzony jako thriller, osiąga przyzwoity poziom napięcia na poszczególnych etapach akcji. Reżyserka sięga do inspiracji estetyką japońskich horrorów, np. gdy pokazuje ducha Shanti z twarzą zasłoniętą kaskadą czarnych włosów, niczym upiorna dziewczynka z „The Ring – Krąg”. Atmosfera grozy stopniowo się zagęszcza. Napięcie osiąga swój punkt krytyczny w finałowej scenie: zrezygnowano tu już z sugestywnych „sztuczek”, więc cały ciężar spoczął na barkach młodej Deepiki Padukone. Aktorskie umiejętności pozwoliły debiutantce wzbudzić w widzu dreszczyk emocji.

Jednak „Om Shanti Om” to przede wszystkim satyra na hinduską kinematografię. Szczególnie widać to w scenie relacji z rozdania Filmfare Awards. Od wywiadów z osobistościami deklarującymi głęboką zażyłość z Omem, przez ironiczne przeróbki zwiastunów nominowanych produkcji, po reakcje przegranych ukazywany jest fragment prawdziwego oblicza przemysłu filmowego. To doprawdy zaskakujące, że w obrazie bollywoodzkim przemycono nawet elementy wymierzone w wizerunek macho. Również Shah Rukh Khan zgodził się na sceny godzące w jego „boskość”. Wydaje się dobrze bawić, grając rozkapryszonego celebrytę, od czasu do czasu wciskającego się w trykotowy strój superbohatera. Jak mówi sam o sobie, w jednym z wywiadów zamieszczonych pośród dodatków na DVD, nie lubi być zbyt długo poważnym.

Farah Khan, która prawdziwą karierę zrobiła jako choreografka, uczestniczyła w realizacji niemal każdej produkcji z udziałem Shah Rukh Khana. Proces tworzenia filmów zna zatem od podszewki i chętnie dzieli się z widzem swoją wiedzą. Pokazuje efekty specjalne w trakcie powstawania: platformy oraz liny umożliwiające postaciom latanie, materace zabezpieczające przed kontuzjami czy udział dublerów. Na planie pojawiła się większość uznanych aktorów Bollywood młodego i starego pokolenia. „Om Shanti Om” jest więc nie tylko hołdem dla złotego okresu kinematografii indyjskiej, to również ukłon reżyserki w stronę tych, z którymi kiedykolwiek skrzyżowały się jej drogi zawodowe. Świadczą o tym także napisy końcowe: na czerwony dywan, jak podczas uroczystej premiery, osobiście wjeżdżają wszyscy członkowie ekipy.

Reżyserka porusza również trudne tematy. Historia Shanti Priyi pobudza do ciekawej refleksji. W Indiach wciąż pokutuje przekonanie, że aktorki mogą błyszczeć na ekranie do momentu zamążpójścia. Później ogół oczekuje od nich, że zaszyją się w domowym zaciszu, pielęgnując powiększającą się rodzinę, chroniąc swój wizerunek cnotliwej żony i matki. W ten sposób załamało się wiele karier tak utalentowanych gwiazd jak Jaya Bhaduri (żona Amitabha Bachchiana) czy Kiron Kher (grająca tu matkę Oma), epizodycznie pojawiających się we współczesnych produkcjach. Również Kajol zdecydowała się na pięcioletnią przerwę w aktorstwie na wychowanie córki i teraz walczy o możliwość powrotu na duży ekran.

Najnowszy film Farah Khan warto z czystym sumieniem polecić wszystkim fanom Bollywood oraz tym, którzy przygodę z nim dopiero zaczynają. Pierwsi mają okazję spojrzeć na to kino z nowej perspektywy: reżyserka obnaża komiczne aspekty produkcji, ale nie podważa ich wartości emocjonalnej. Drugim „Om Shanti Om” umożliwi zrozumienie obcej konwencji, pokazując, że w Bollywood przede wszystkim liczy się dobra zabawa.

2009-01-14
Om Shanti Om
tytuł orginalny: Om Shanti Om

reż. Farah Khan

scen. Farah Khan, Mushtaq Sheikh

kraj: Indie (2007)

obsada: Shahrukh Khan, Arjun Rampal, Kiron Kher, Shreyas Talpade, Deepika Padukone, Bindu (I), Javed Sheikh (I)

data premiery:
2007-11-07 (świat)
2008-05-30 (Polska)

Strona głównaRecenzjeWywiadyBlogKonkursyRedakcja

Copyright © 2007 - 2009 by MonkeyStudio.pl